Martyna, moja corka, happiness w czystej postaci…

2008-04-19_182438_353

Advertisements

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Nekrologi

Każdego tygodnia czytam nekrologi w lokalnej gazecie. Wbrew pozorom to bardzo zajmująca i ciekawa lektura. (Właściwie czytając je po raz pierwszy nie od razu zorientowałam się, ze studiuję obwieszczenia o śmierciach i pogrzebach. Chyba dlatego, ze angielskiego słowa obituaries – nekrologi, widniejącego w nagłówku strony jeszcze nie było w moim słowniku.)
Czytam, a ze szpalt gazety wpatrują się we mnie roześmiane twarze. Młode i stare, czasem dziecięce. Twarze z szelmowskim uśmieszkiem lub dobrotliwym spojrzeniem, z zawadiackim błyskiem w oku, zamyślone, ze wzrokiem skierowanym w dal lub wprost na mnie. Są tam panowie w kowbojskich kapeluszach, panie w długich balowych kolczykach ze śladami dawnej urody, siwe kochane babcie i stateczni dziadkowie w okularach z rogowymi oprawkami, jest typ naukowca i Kasanowy, piękna młoda kobieta o klasycznych rysach twarzy i murzyn w szerokim uśmiechu pokazujący białe zęby. Z prawie każdego zdjęcia wyczytać można temperament lub charakter sfotografowanej osoby. Do każdego zdjęcia można dopisać jakąś historię. Zresztą, bez żadnej sztuczności wymuszonej pozowaniem, te zdjęcia mówią same za siebie. Patrzę po kolei na każdą z przedstawionych osób, tyle w tych ludziach życia, a przecież oni wszyscy już…. nieżywi. Pod każdym zdjęciem przeczytać można imię i nazwisko. Czasem też zdrobnienie jakim ktoś nazywany był przez rodzinę czy znajomych, czasem pseudonim w rodzaju: wesoła Sally. Pod jednym ze zdjęć widnieje podpis Michael, w nawiasie (Mike) Jackson. Zabawny zbieg okoliczności. Choć pewnie nie dla Mike’a, który nawet po śmierci musi podkreślać, że nie jest TYM Michaelem Jacksonem. Biorę się do czytania długich opisów pod zdjęciami, kto, gdzie i kiedy się urodził, do jakich chodził szkół, kiedy się ożenił lub wyszedł za mąż, jak bardzo zasłużył się dla swojego środowiska, czy był patriotą, filantropem, czy społecznikiem czy po prostu kochaną babcią lub matką, ile osierocił dzieci, wnuków, przez kogo będzie pamiętany. I wreszcie, kiedy i gdzie zostanie pochowany. Cała historia życia człowieka- roześmianej twarzy ze zdjęcia, w gazetowej pigułce. Dlatego każdego tygodnia czytam nekrologi w lokalnej gazecie.

Leave a comment

Filed under Uncategorized

W oderwaniu…

na_rusztowaniu_130534_

Drewniane rusztowanie, na ktorym siedze to czesc hustawki moich dzieci z dwiema deskami i opona, na ktorej lubilam sie bujac. Kiedys doczepiona byla do niego jeszcze plastikowa zjezdzalnia. Moje ulubione miejsce spedzania wolnego czasu kiedy chcialam poczuc, ze mam glowe w chmurach…

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Moje Gotham City

W Chicago krecili ostatnio najnowsza czesc Batmana. I od tej pory mieszkam w Gotham City. Przejezdzam samochodem w miejscu, gdzie przede mna parkowal swoja batmaszyne skrzydlaty bohater kreskowek. Podnosze glowe i widze budynek, na dachu ktorego stal dreczony Weltschmerzem, bolem istnienia. Nie musze zamykac oczu, zeby poczuc sie jak w filmie. Burmistrz Richard Daley, niepodzielnie i od lat rzadzi miastem toczonym korupcja i aferami, jak chocby ta niedawna zwiazana z aresztowaniem przez FBI gubernatora stanu, Roda Blagojewicha, za machlojki polityczne. Gotham city.
Do tego moja praca dziennikarska pozwala mi w tym filmie brac czynny udzial. W zeszly piatek wsrod trzaskajacych, oslepiajacych fleszy w sali na 19-stym pietrze budynku Thompson Center relacjonowalam dla radia konferencje zorganizowana przez gubernatora Blagojewicha dla mediow. Dostalam sie na plan filmu, w ktorym sama odgrywam mala rolke. Scena: “Jestem niewinny”. Patrze na potrzasajacego grzywka Roda, kiedy mowi: “Moim jedynym sprzymierzencem jest PRAWDA!”. Potem chwila dla wyzartych prawnikow lakonicznie i standardowo odpowiadajacych na pytania dziennikarzy. To ich piec minut, szansa na wyplyniecie na szerokie wody. Przygladam sie podnieconym reporterom wypuszczonym na zer politycznej sensacji. “Mikrofon nie dziala! Nie bede mogl zadac pytania!” jeden z nich szepcze poirytowany do stojacej obok mnie kamerzystki z lokalnej telewizji. “Nie mozesz relacjonowac kiedy bede krecic i robic zdjecia” odpowiada mu. “To nic. On jest wazny” Wzdycha. “Nie ja. Rob zdjecia” – mowi, a z calej jego postawy przebija jasno, jak bardzo jest w sprzecznosci z tym stwierdzeniem. Stary wyga. To wlasnie jego czas. Jego rock and roll.
“That was my last rock and roll” – stwierdza piec minut pozniej, kiedy jest juz po wszystkim.
– “Milo mi, ze moglam ci w nim towarzyszyc”.
-“Cala przyjemnosc po mojej stronie.”
Amerykanski small talk… Jade do domu. I – mimo woli – rozgladam sie za czarnymi skrzydlami stroza prawa i porzadku w moim miescie. Nie musze zamykac oczu, zeby poczuc sie jak w filmie.

Chicago, grudzien 2008

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Petla czasu

Lubię przeglądać swój album ze zdjęciami z dzieciństwa. Mam w nim fotografie powklejane chronologicznie od momentu moich urodzin aż do chwili, kiedy na świat przyszły moje trzy dziewczynki. Kiedy patrzę na swoją mamę, piękną, młodą z długimi opadającymi włosami pochylającą się nad moimi bosymi stópkami, dokładnie takimi, jakie miały moje dzieci tuż po urodzeniu, czuję, że życie zatacza wielkie koło. Te same radości i smutki przez które wszyscy przechodzimy….. A potem oglądam czarno- białe zdjęcia i czuję, że ta sukienka była na pewno czerwona, choć przecież nie mogę tego pamiętać…. Albo widzę na szyi u siebie- kilkuletniej dziewczynki wisiorek z rogu i przypominam sobie jak bawiłam się nim, prawie czuję, jak go dotykałam. Za chwilę wątpię i myślę, że to tylko takie dziwne uczucie i na pewno coś mi się wydaje. Patrzę na swoje miny, swoje oczy usta małej Eli i rozpoznaję w nich detale swojej twarzy z dzisiaj. Też mam takie migdałowate oczy jak ta mała dziewczynka, nawet moja córka Natalka odziedziczyła je po mnie. Jakie to wszystko dziwne. Czasem myślę, że gdybym spotkała tą mała dziewczynkę ze zdjęć, chciałabym ją strasznie przytulić, tak jak teraz przytulam swoje dzieci. Myślę, że ona jest gdzieś we mnie, ogląda ze mną te fotografie i zna te wszystkie miejsca, ludzi i sytuacje uchwycone obiektywem aparatu. Przyglądam się zdjęciom z przedszkola i nie mogę wyjść ze zdumienia, że pamiętam imiona, a nawet konkretne uczucia, które żywiłam do spoglądających z nich dzieci. Skąd u licha wiem, ze ta mała blondyneczka z kucykami to była Madzia? Gdyby nie to zdjęcie nigdy bym jej sobie nie przypomniała. To dziwne, ze czasami szczegóły z dalekiej przeszłości wydają się wyraźniejsze niż rzeczy, które wydarzyły się wczoraj czy przedwczoraj. Patrzę na zdjęcia moich rodziców na górskiej wycieczce ze mną i myślę sobie, ze byli w takim wieku jak ja teraz. Ale jacy byli naprawdę.? Czy gdyby podróże w czasie były możliwe, zaprzyjaźniłabym się z tą roześmianą kobietą w dzinsach i sportowej kraciastej koszuli?
Patrzę na zdjęcia, na których śmiejąc się biegam, „wariuję” – jak mówią moje dziewczynki, i cieszę się, ze miałam szczęśliwe dzieciństwo. Patrzę na daty….. Rok 1985. Wtedy wydawało mi się, ze jestem już bardzo dorosła i poważna, teraz w radio można nastawić stację na muzykę retro z lat 80 – tych. W takim razie musiało minąć już bardzo dużo czasu od chwili kiedy w stroju karate i z długim warkoczem bawiłam się na szkolnym balu. …..Gdybym mogła wskoczyć w tamten świat, myślę, że nie czułabym się obco. Wszystkie uczucia, wrażenia, moja świadomość z tamtych lat jest jakby zamrożona, schowana gdzieś we mnie. Przerzucam kartki i zdjęcia robią się kolorowe. Myślę sobie, ze miałam bardzo ładne i pracochłonne stroje na szkolnych zabawach. Ciekawe skąd mama brała na nie pomysły. Ja swoim dziewczynkom kupię pewnie coś gotowego w sklepie. Inne czasy….. Moja przyjaciółka Monika. Chciałabym, żeby w niej też zostało coś z naszej wspólnej przeszłości, z naszego wspólnego dzieciństwa. Wiele nas łączyło, do niedawna nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele. Świnoujście. Miasteczko, w którym dorastałam. Moje miasto. Po latach i po kolejnych powrotach do niego – już nie takie samo. Ale patrząc na nie na na zdjeciach- ciągle czuję się jak w domu. Komunia. Pianino. Tata po powrocie z morza z prezentami wyłożonymi na stół. To wszystko część mojej przeszłości. I ostatnie zdjęcia. Moje małe dziewczynki tuż po urodzeniu. Na rękach u mnie, w ramionach moich rodziców. …. Nowe życie. Rozpoczęło się pisanie nowej historii…

Leave a comment

Filed under Uncategorized

kwestionariusz Prousta

________________________________________

*Główna cecha mojego charakteru:
Hmm, trudno powiedziec. Ostatnio duzo sie smieje. I duzo mowie.
*Cechy, których szukam zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn:
Szczerosc, inteligencja, poczucie humoru, zdolnosc do spontanicznosci, zyciowa madrosc, czas.
*Co cenię najbardziej u przyjaciół:
Prawdziwa przyjazn jest jeszcze rzadsza niz milosc.
*Moja główna wada:
Jakos nic mi nie przychodzi do glowy, wiec moze brak samokrytycyzmu. : -)
*Moje ulubione zajęcie:
Spotykanie I rozmowy z ludzmi, ktorzy maja cos do powiedzenia, Praca tworcza.
Wszystkie kolejne pierwsze razy. (I nie chodzi tu o seks:-0)
*Moje marzenie o szczęściu:
Miec kazdego dnia cel warty wstania z lozka.
*Co wzbudza u mnie obsesyjny lęk:
Robaki, pajaki i bezludna wyspa, w zdumiewajacy dla mnie samej sposob poczulam w koncu, ze czlowiek to zwierze stadne.
*Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
Choroba moich dzieci, brak intelektualnego spelnienia, odkrycie ktoregos dnia, ze nic nowego sie juz nie zdarzy.
*Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
Szefowa Voque’a w butach Manolo Blahonika lub aktorka, przemawia do mnie to, ze dzieki wcielaniu sie w sceniczne role zyja przez chwile zyciem roznych osob, inspirujace doswiadczenie. A tak naprawde, bycie soba coraz bardziej mi sie podoba. Realizowanie planow jest o wiele bardziej pociagajace niz marzenia.
*Kiedy kłamię:
Kiedy nie widze innego wyjscia.
*Słowa, których nadużywam:
Slowo: “wlasnie”. Wlasnie probuje sie go oduczyc 🙂
*Ulubieni bohaterowie literaccy:
Bohater wykreowany przez Davida Lodge’a – Morris Zapp, facet przezywajacy kryzys wieku sredniego, profesor anglistyki – lubie czytac jego monologi wewnetrzne. Podoba mi sie poczucie humoru Lodge’a.
*Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
Ludzie z niebanalnymi zyciorysami, majacy do opowiedzenia jakas historie mimo, ze czasem sami nie zdaja sobie z tego sprawy.
Ludzie szczesliwi.
*Ulubieni bohaterowie sceny politycznej:
Ostatnio Hilary Clinton. Choc w zasadzie polityka i ulubiony bohater nie ida dla mnie w parze.
*Czego nie cierpię ponad wszystko:
Ludzi plaskich, zawistnych, niedowartosciowanych I leczacych to niedowartosciowanie kosztem innych, ogolnie: zlej energii wokol siebie. Poza tym rutyny I stagnacji.
*Dar natury, który chciałabym posiadać:
Umiec malowac.
*Jak chciałabym umrzeć:
Wiedzac, ze nie zmarnowalam zycia.
*Obecny stan mojego umysłu:
Otwarty I radosny – przez wiekszosc czasu.
*Błędy, które najłatwiej wybaczam:
Chyba te, ktore duzo nie kosztowaly. I te, ktore sa wynikiem dzialania. Lepiej je popelniac niz dac sie sparalizowac strachowi przed ich popelnieniem. Ludzie za bardzo sie wszystkiego boja.
*Moja dewiza:
Carpe diem. I duzo zdrowego smiechu.
________________________________________

Leave a comment

Filed under Uncategorized

wpis archiwalny – na teksanskiej drodze

Na drodze.

Zauważyłam, ze w Teksasie rozwinął się system komunikacji międzysamochodowej polegający na tym, że swój samochód obkleja się różnymi nalepkami z informacjami na swój temat. Potem stojąc na światłach można się dowiedzieć, że pan jadący czerwonym trackiem: is proud to be American (jest dumny, że urodził się w tym najwspanialszym z krajów), a syn pani jadącej na prawym pasie służy w marynarce („my son is in the navy”). Wszyscy czytają, a serce matki rośnie… Nie wychodząc z własnego samochodu i nie wchodząc z nikim w kontakt bliższy niż wzrokowy można się jeszcze dowiedzieć, kto czuje się prawdziwym Teksańczykiem (don’t mess with Texas – nie zadzieraj z Teksańcami!), kto popierał Busha w ostatnich wyborach (vote Bush! Bush na prezydenta!), kto nie wstydzi się okazywać uczuć, w tym religijnych (Jesus), dla kogo internet stał się całym światem (do you jahoo?!- Czy też czatujesz?!) i komu jest żal amerykańskich żołnierzy (support our troops – wspieraj nasze oddziały). W ten sposób w Ameryce wszyscy stają się sobie bliżsi, nawet jeśli tylko na odległość zderzaka.
*
Zastanawiałam się nad umieszczeniem czegoś na swoim samochodzie. Może: „jestem tu nowa”(I’m new in town), albo „no to hello!!” (nie pytaj mnie jak się czuję bo się w końcu dowiesz!), I’m hot! (piekielnie u was gorąco! lub: „niezła jestem laska” w zależności od interpretacji czytającego). A kiedy bardzo zatęsknię za domem, będę wszystkich informować o stanie swoich uczuć wymowną, filmową i nieznacznie tylko zmodyfikowaną frazą: „E.G .go home!”

Leave a comment

Filed under Uncategorized